Rękodzieło

Problemów sto

p3

Gdzie początkująca rękodzielniczka… tam problemów sto.

Lubię konkursy. W zasadzie, zawsze je lubiłam. Kompletnie nie ze względu na wygraną – sławę, pieniądze, autografy. Również nie dla rywalizacji, bo chęć do owej zupełnie nie została wszczepiona w mój kod genetyczny. To co w konkursach cenię najwyżej to… wyzwanie. I tak też, trafiwszy na szufladkową „paletę barw” (link), podjęłam się. Żeby nie było jednak za lekko (bo przecież mało mi, że kolorki jakoś zupełnie do mnie nie przemówiły), zabrałam się za technikę, w której dopiero raczkuję.


Oczywiście problemy zaczęły się już na samym starcie. Tu zresztą mam taką dygresję do innych początkujących, lub nawet bojących się spróbować, duszyczek – to nigdy nie wygląda tak, że bierze się do ręki igłę i czaruje cuda. Najpierw trzeba się trochę pokłóć.

Wracając jednak do wyzwania… jak skleić arcy-ekstra-dzieło, kiedy kamieni wciąż tak mało, a rożnorodność koralików jest niesatysfakcjonująca? Ano nijak, ale przecież nie zawsze trzeba mierzyć najwyżej – czasem też chodzi po prostu o zabawę :D. No i trening! Sama jestem w szoku ile błędów można poczynić w hafcie i jak łatwo je skorygować!

dsc_0533Kamienie jednak udało się jakoś dobrać, a koraliki dostosować – pi razy oko – pod wymóg palety. Co dalej? Płacz i zgrzytanie zębów – przysięgam, że guzełki na niciach śnią mi się do dzisiaj. Pal sześć kiedy mowa jeszcze o haftowaniu po okręgu, ale murek mocujący kamienie? – tylko szatan mógł wpaść na taki pomysł. Niemniej, jakoś się udało, a z każdym dorobionym fragmentem zawieszka zyskiwała na mojej sympatii.

Wtem przyszedł jednak czas na wycięcie jej z filcu i… poprzecinanie kilku nitek, rozsypaniu się koralików po podłodze i próby autosugestii: „nie… wcale nie jestem zła… wcale….”. Relatywnie mi się powiodło – zabrałam się za igłę i doszywanie nieposłusznych koralików.

Kolejne potknięcia były już cokolwiek mniej spektakularne w potencjalnych skutkach, ale20161031_135151 jednak się bez nich nie obyło. Zupełnie nie wiedziałam czy klej nakładać na skórę czy robótkę, jak rozpocząć pracę nad murkiem wokół robótki, a i o zacieśnianiu między sobą koralików zapomniałam. Ale… zrobiłam to! W ostatni dzień konkursu, ale jednak… przedstawiam swoje pierwsze, haftowane koralikami, dzieło! 🙂

Co prawda wykończenie tyłu pozostawia wiele do życzenia, ale również pozwoliłam sobie zrobić zdjęcie. Trochę pomoże mi w doglądaniu własnego – mam nadzieje – rozwoju.

Długo męczyłam się z tą zawieszką, a moje odczucia wobec niej były naprawdę skrajne. Ostatecznie jestem naprawdę zadowolona. Lubię w rękodziele to, że każda praca jest stworzona, wykreowana, uformowana… przez nasze, własne ręce. W człowieku rodzi się jakiś taki sentyment do tych robótek.

No i jak pisałam… lubię konkursy. W zasadzie, zawsze je lubiłam – i już czekam na kolejny 🙂

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s